które was ze sobą szczególnie łączy. Może mówisz czasem do niej na przykład "kwiatuszku"?...

Quincy odczekał chwilę. Kimberly zawsze wiedziała, że jest w tym mistrzem.
A ona pragnęła tego mężczyzny. Wreszcie go pragnęła.
- Jak daleko?
przeciwko niemu dowody, jednocześnie z nim sypiając. Jim Beckett nie poddał się bez walki.
się ich rzekomą głupotą. Innymi słowy, im dłużej o tym myślę, tym większego nabieram
cztery i pół godziny. Nie zauważyłaś tego?
kąciki oczu i pociągnęła głośno nosem. Cholerny agent.
Ale chcę, żebyś to dla mnie sprawdziła. Jestem gotów zapłacić ci za to. Bierzesz
co całkiem prawdopodobne, federalnych.
Pogoda wręcz idealna, istny luksus dla mieszkańców Bakersville, którzy znosili też
Zapięła pasy i automatycznie włączyła syrenę.
- Przeczytaj j ą - szepnął Quincy.
pożegnalne. Wiedzą państwo, że rodzice Sally i Alice zamierzają pokryć koszty pogrzebu
„Potrzebna pomoc”, pomyślał: co mi szkodzi.

ale zobaczyłem tylko siebie, zwykłego gołębia. Maska stała przy mnie i dłonią zburzyła wodę. Kiedy Lustro Prawdy

Po chwili odwróciła się do niego.
wrócić do polowania, do zabawy w psychopatyczne zabijanie.
bystre, a ręce pewne. Na policjanta Hayesa zawsze można było liczyć.

lepszą bluzę. Dopiero potem stwierdziła, że jest poplamiona w kilku miejscach. Błyszczące

Weszli do zamku. W olbrzymim holu czekała na nich służba, około dwudziestu osób. Mark przedstawiał ich kolejno, a oni kolejno składali Tammy ceremonialne ukłony.
oglądali ten rysunek, zawsze przyglądali się narysowanej skrzynce z barankiem tak, jakby oglądali ją po raz
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

o wiele łatwiej byłoby po prostu sobie odpuścić.

nie miał okularów ochronnych ani kasku. Niczego się nie nauczyli! Chris oczywiście wierzył, że jest niezwyciężony - i miał ku temu powody. - Chris! - Beck musiał krzyknąć, żeby go usłyszeli. George podskoczył, jak gdyby ktoś go postrzelił. Szybko odwrócił się, spoglądając na Becka. Jego obwisłe policzki pobladły z przerażenia. Wyglądał, jakby zobaczył ducha. Chris wyprostował się i otrzepał ręce. Spoglądał na Becka, ale mówił do George'a: - Zawsze możemy zwalić winę na kiepską naprawę, George. Tak czy owak, niewiele możemy z tym dzisiaj zrobić. Idź do domu. George łapał powietrze jak ryba wyjęta z wody. Pocił się obficie i wykręcał tłuste palce. Bez słowa odwrócił się i uciekł. Beck patrzył, jak wspina się po metalowych schodach i znika za drzwiami, - Biedny George. - Chris nacisnął wyłącznik maszyny. Hałas ucichł. - Jest bardziej zdenerwowany niż kiedykolwiek przedtem. Chyba wie, co go czeka. - Kazałeś Klapsowi zabić Danny'ego - rzucił Beck bez żadnych wstępów. - Gdy ty zapewniałeś sobie alibi, spędzając czas z Lilą, Watkins pojechał do obozu rybackiego, gdzie, jak mu powiedziałeś, miał pojawić się Danny, i tam zabił go dla ciebie. Nie kłamałeś, mówiąc, iż sam tego nie zrobiłeś. Ktoś inny pociągnął za spust. Huff zajrzał najpierw do biura Becka. Zawsze sumienny Beck. Zawsze pracujący po godzinach. Zawsze mający na względzie dobro Hoyle Enterprises. Pieprzony Beck. Oszust. Kłamca. Biuro Merchanta było puste, Chrisa też. Słysząc hałas pracującej maszyny, Huff wyjrzał przez rząd okien z galerii na halę. Tam zobaczył Becka i Chrisa, pogrążonych w rozmowie. Jego syn i Judasz. Huff nie pomyślał o ironii wynikającej zużycia tej biblijnej metafory. Pragnął tylko jednego: unicestwić człowieka, który zrobił wszystko, aby go zniszczyć. Dzierżąc w dłoni pistolet, wybiegł z biura i ruszył w kierunku tylnych schodów prowadzących do hali fabrycznej. Gdy był już na dole, przywołał się nieco do porządku. Nie powinien tracić głowy. Jak powiedział Merchantowi tydzień temu, Nielson jest kiepskim strategiem. Najlepszym rodzajem ofensywy jest niespodziewany atak. Chris roześmiał się cicho. - Klaps był bardzo wkurzony na Danny'ego za to, że go nie zatrudnił. Uświadomił mi to pewnej nocy, na parkingu przed Razorbackiem. - Wtedy powiedziałeś mu, że masz dla niego robotę. Chris spojrzał na niego beznamiętnie. - Kazałeś Klapsowi upozorować samobójstwo. Może nawet przekonałoby to wszystkich, gdyby Watkins nie zapomniał zdjąć Danny'emu butów. Ta jedna pomyłka sprawiła, że detektyw Scott zaczął podejrzewać morderstwo. Nie sądziłeś, że możesz stać się głównym podejrzanym, dlatego próbowałeś przekonać wszystkich do pomysłu, iż to Klaps Watkins był winowajcą i próbuje cię wrobić w morderstwo. Nie rozumiem tylko, dlaczego Watkins nie prysnął z miasta zaraz po wykonaniu zlecenia. Po co tu siedział? Dlaczego próbował spotkać się z tobą za wszelką cenę, wtedy na drodze i wcześniej, w barze... - Popatrzył na Chrisa pytająco, ale napotkał jedynie nieustępliwe spojrzenie dwojga zimnych oczu. - Chwileczkę - rzucił. - Coś sobie przypomniałem. Wtedy w barze Watkins był zaskoczony, że nas zobaczył. Tyle tylko, że chodziło o mnie, prawda? Powiedział, że przyszedł omówić z kimś interesy... ach, rozumiem. Zapłata. Miał się z tobą spotkać w barze, żeby odebrać pieniądze. Było to tej samej nocy, kiedy
- Jak mam odeprzeć twoje zarzuty, jeśli nie wiem do¬kładnie, na jakiej podstawie oskarżasz moją rodzinę o spo¬wodowanie śmierci Lary? - naciskał.
- Nie ukarałbyś go więc za to, że straciłeś przez niego Światło Księżyca?